15 niedziela zwykła rok c

5. Niedziela zwykła (C) liturgia.wiara.pl Homilie na niedziele i uroczystości Rok C 5. Niedziela zwykła (C) rss newsletter facebook twitter. Czytania. Będziesz miłował. XXX Niedziela Zwykła, A; (Wj 22, 20-26); (Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 47 i 51ab); (1 Tes 1, 5c-10); Aklamacja (J 14, 23); (Mt 22, 34-40); Winnica 29 października 2023. Czytaj dalej. Kategorie: kazania, kazania - wideo, kazania - Winnica, kazania - Winnica 2023. Opublikowano 13 października 2023 przez Zbigniew Paweł 15 Niedziela Zwykła 16 Niedziela Zwykła 17 Niedziela Zwykła Rok A - refleksja na niedzielę, ks. Zdzisław Kieliszek ADWENT 1 Niedziela Adwentu 19. niedziela zwykŁa (rok a) 18. niedziela zwykŁa (rok a) 17. niedziela zwykŁa; 16. niedziela zwykŁa (rok a) 15. niedziela zwykŁa (rok a) 14. niedziela zwykŁa (rok a) 13. niedziela zwykŁa (rok a) uroczystoŚĆ ŚwiĘtych apostoŁÓw piotra i pawŁa; 12. niedziela zwykŁa (rok a) 11. niedziela zwykŁa (rok a) 10. niedziela zwykŁa XIV NIEDZIELA ZWYKŁA – Rok C. Czytania mszalne. PIERWSZE CZYTANIE Radość ery mesjańskiej Czytanie z Księgi proroka Izajasza Radujcie się wraz z Jerozolimą, weselcie się w niej wszyscy, co ją miłujecie. Cieszcie się z nią bardzo wy wszyscy, którzyście się nad nią smucili. Why Is Dating So Hard For Guys. Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem, obraz Rembrandta van Rijna (ok. 1638).Tekst biblijnyEwangelia według Świętego Łukasza 10, 25-37 Pewien znawca Prawa wystąpił i zapytał Jezusa podchwytliwie: „Nauczycielu, co powinienem czynić, aby otrzymać życie wieczne?”. On mu odrzekł: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”. On odpowiedział: „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak samego siebie”. Powiedział mu: „Odpowiedziałeś poprawnie. Czyń tak, a będziesz żył!”. On zaś, chcąc siebie usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”. Jezus, nawiązując do tego, powiedział: „Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce bandytów. Oni go obrabowali, pobili i zostawiając ledwie żywego, odeszli. Przypadkiem schodził tą drogą pewien kapłan. Gdy go zobaczył, ominął go z daleka. Podobnie i lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, ominął go z daleka. Pewien zaś Samarytanin, będąc w drodze, przechodził obok niego. A gdy go ujrzał, ulitował się. Podszedł i opatrzył jego rany, zalewając je oliwą i winem. Potem wsadził go na swoje juczne zwierzę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. Nazajutrz wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i powiedział: «Opiekuj się nim, a jeśli wydasz więcej, oddam ci, gdy będę wracał». Jak sądzisz, który z tych trzech okazał się bliźnim napadniętego przez bandytów?”. On odpowiedział: „Ten, który okazał mu miłosierdzie”. Jezus powiedział do niego: „Idź i ty czyń podobnie”.RozważaniePrzypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest jedną z najlepiej znanych przypowieści Jezusa. Punktem wyjścia do jej przekazania była jednak niezbyt czysta intencja…Pewien znawca Prawa wystąpił i zapytał Go podchwytliwie: „Nauczycielu, co powinienem czynić, aby otrzymać życie wieczne?”. On mu odrzekł: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”. (wersy 25-26)Żydowski znawca Prawa chce pochwycić Jezusa na błędzie i pyta podchwytliwie, co trzeba czynić, aby otrzymać życie wieczne. W greckim oryginale to zdanie rozpoczyna się od słów kai idou (και ιδου), które można przetłumaczyć jako ‘i nagle’ lub ‘a oto niespodziewanie’. W tym nieoczekiwanym ataku chodzi o wielką sprawę: o czyny człowieka w perspektywie osiągnięcia życia wiecznego. Właśnie dlatego Jezus odpowiada w wersecie 28: „Czyń tak, a będziesz żył!”. W odniesieniu do życia wiecznego to nagłe pytanie zatem brzmi: Co ja, jako człowiek, mogę i powinienem zrobić, aby osiągnąć życie wieczne?Znawca Prawa nie traktuje swojego pytania poważnie. Z tego powodu pyta dość bezosobowo. Aby jego pytanie było dokładnie przetłumaczone, to powinno brzmieć: „Co powinno się czynić, aby otrzymać życie wieczne?”. Widać wyraźnie, że chodzi w tym pytaniu o kogoś całkowicie bezosobowego, a nie o samego pytającego… Mimo to Jezus podejmuje pytanie i odpowiada na nie wszystkim, którzy Go słuchają. Odwraca jednak sytuację i kieruje pytanie wprost do pytającego: „Co czytasz w Prawie?”. To już nie Jezus, ale znawca Prawa ma dać odpowiedź, choć chciał uniknąć pytania, które dotykałoby go bezpośrednio. Jezus zamienia to nagłe spotkanie niejako w „rozmowę duszpasterską”, aby zmotywować wszystkich słuchaczy do działania. Chce ukazać im wszystkim, że to pytanie dotyczy niezwykle kluczowej kwestii: „Co muszę czynić, jako człowiek, aby osiągnąć życie wieczne?”.Znawca Prawa musi teraz udzielić odpowiedzi samemu sobie. Oczywiście, jest to dla niego żenujące. Przecież Prawo powstało z woli Bożej i nie wymaga uzasadnienia. Jest pewne i jasno określone. Odnosi się to również do nas, dzisiejszych chrześcijan: nie musimy obecnie bronić Dziesięciu Przykazań Bożych przed światem. Są przecież słowem Bożym, a zatem wolą Bożą. Tak mówi Pismo Święte. Mamy tendencję do szukania przyczyny wszystkiego. Jest to całkiem uzasadnione, a nawet konieczne w sferze przyrody i nauki, ale powinniśmy jasno przyznać: dla nas, jako wierzących, najważniejszym i najlepszym powodem jest słowo Boże. Prawo jest wolą Boga. Nie potrzebuje żadnego uzasadnienia. Właśnie dlatego znawca Prawa, który chciał pochwycić Jezusa za słowo, musi odpowiedzieć zgodnie z intencją odpowiedział: „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak samego siebie”. Powiedział mu: „Odpowiedziałeś poprawnie. Czyń tak, a będziesz żył!”. (wersy 27-28)Żydowskie wyznanie wiary, które znawca Prawa daje w odpowiedzi na pytanie Jezusa, podkreśla wagę miłości Boga. Przestrzeganie Prawa bez miłości do Boga czyni to Prawo oryginale greckim występuje tu termin agapan (αγαπαν), ‘Boska cnota miłości’. Mamy kochać Boga ponad wszystko tą mocą, którą Bóg dał nam na chrzcie, w czasie którego wlał w nas właśnie tą Boską cnotę miłości. Kochanie siebie jest w tym momencie bardzo ważną cechą. Jakże wielu ludzi nie może zaakceptować siebie! Nie potrafią kochać siebie takimi, jakimi są. Nie podoba im się ich wygląd lub nie potrafią mówić tak dobrze jak inni, lub nie mają umiejętności, jakie mają inni itp. Ci ludzie nie potrafią powiedzieć sobie „tak”. Nie potrafią kochać siebie. Aby to mogli uczynić, najpierw muszą kochać Boga. „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem…”. Jeśli kocham Boga, to nie mogę nienawidzić Jego stworzenia – a najwyższym Jego dziełem, właściwie obrazem Boga, jest człowiek. Jestem właśnie ja! Nie mogę kochać i doceniać Boga i odrzucać siebie samego – Jego dzieło – jakby popełnił błąd. Powinienem zatem postrzegać siebie jako kogoś wartościowego z punktu widzenia Boga i akceptować siebie takim, jakim jestem, a nie takim, jakim chciałbym być. Jeśli nie akceptuję siebie i powtarzam sobie jedynie: „Jesteś do niczego”, „Jesteś głupi” itp. – to nie mogę też kochać innych ludzi, bo wtedy nienawiść do samego siebie przenoszę na innych. Dochodzi wtedy do sytuacji, że prześladuję siebie w innych. Właśnie dlatego to przykazanie miłości jest pierwszym i najważniejszym przykazaniem, w którym zbiegają się wszystkie inne prawa i przykazania. Oto, co musimy czynić: kochać Boga ponad wszystko, a dzięki Niemu widzieć i kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy, a potem kochać także naszych bliźnich takich, jakimi Bóg ich stworzył i chciał. To jest prawdziwa agape (αγαπη), ‘Boska cnota miłości’, która jest w nas wlewana przez Boga i dzięki której możemy taką odpowiedź znawcy Prawa, Jezus chwali go. To oczywiście jest żenujące dla odpowiadającego. Miał przecież na początku nadzieję, że Jezus nie będzie mógł udzielić mu odpowiedzi. Okazuje się jednak, że mimowolnie sam w odpowiedzi odwołuje się do Pisma Świętego, do słowa Bożego, tak jak powinien nauczać prawdziwy znawca Prawa. Choć początkowo miał złe intencje wobec Jezusa, to teraz musi odpowiedzieć w duchu Jezusa. Musi wyznać bardzo wyraźnie, co należy czynić i co jest najważniejsze na drodze do zaś, chcąc siebie usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”. Jezus, nawiązując do tego, powiedział: „Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce bandytów. Oni go obrabowali, pobili, i zostawiając ledwie żywego, odeszli. Przypadkiem schodził tą drogą pewien kapłan. Gdy go zobaczył, ominął go z daleka. Podobnie i lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, ominął go z daleka. Pewien zaś Samarytanin, będąc w drodze, przechodził obok niego. A gdy go ujrzał, ulitował się. Podszedł i opatrzył jego rany, zalewając je oliwą i winem. Potem wsadził go na swoje juczne zwierzę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. Nazajutrz wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i powiedział: «Opiekuj się nim, a jeśli wydasz więcej, oddam ci, gdy będę wracał». (wersy 29-35)W dalszej części rozmowy znawca Prawa próbuje się usprawiedliwić i nagle wraca do poziomu teoretycznego. Sytuacja jest podobna jak na początku, gdy znawca Prawa wystartował od bezosobowego: „Co należy czynić?”, a Jezus natychmiast przekształcił tę wypowiedź w pytanie angażujące go osobiście: „Co czytasz? Jaka jest twoja odpowiedź?”. Znawca Prawa chce teraz uciec od tego osobistego poziomu, który jest dla niego zbyt niebezpieczny, i ponownie powraca na poziom teoretyczny, zadając pytanie: „Kto jest moim bliźnim?”.W odpowiedzi Jezus ukazuje wzruszającą przypowieść o dobrym Samarytaninie. Aby lepiej ją zrozumieć, trzeba mieć świadomość kontekstu historycznego: człowiek, który został napadnięty i srodze pobity przez zbójców, idzie z Jerozolimy, a więc jest Żydem. Także kapłan i lewita, którzy mijają pobitego z daleka i odchodzą, są Żydami. Przybywają z Jerozolimy i udają się do Jerycha, miasta kapłańskiego. Samarytanin jest kimś obcym dla Żyda, a nawet wrogiem całego narodu żydowskiego. I to właśnie on, obcy i wróg, jako jedyny ze wszystkich ludzi współczuje napadniętemu człowiekowi. Przypowieść jest więc w swojej wymowie bardzo ostra dla żydowskiego słuchacza. Daje tym samym odpowiedź na pierwsze pytanie znawcy Prawa, co należy czynić, aby osiągnąć życie celowo ukazuje dwóch przedstawicieli kultu żydowskiego, kapłana i lewitę, którzy właśnie zakończyli swoją służbę świątynną przed Bogiem i wracają do Jerycha. Za pomocą przypowieści i przytoczonego żydowskiego przykazania Jezus pokazuje, że miłość do Boga wyraża się w miłości do każdego bliźniego. Takie jest również znaczenie Jego słów: „Jeżeli przyniesiesz swoją ofiarę na ołtarz i przypomnisz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw przed ołtarzem ofiarę i najpierw idź pojednać się z bratem. Potem wróć i złóż ofiarę” (Mt 5, 23n). Nie można służyć przy ołtarzu i udawać, że kocha się Boga, a jednocześnie gardzić bliźnim i porzucać go. Kapłan i lewita widzą napadniętego mężczyznę i „omijają go z daleka”. Zapewne boją się, że jeśli dotkną zmarłego, będą nieczyści i nie będą mogli już pełnić służby świątynnej. Z tego powodu omijają leżącego człowieka z daleka. Jakaż rażąca sprzeczność między miłością Boga, wyrażaną w kulcie, a prawdziwą miłością bliźniego! Prawo nie może rozwiązać najwyższego przykazania – Bożego, a często bardzo ludzkiego. Co gorsza, ofiarą jest także Żyd, a więc jeden z ten znienawidzony Samarytanin, jako jedyny ze wszystkich ludzi współczuje ofierze napadu. Podchodzi do leżącego, pobitego Żyda. Nie pyta o jego narodowość, lecz po prostu mu pomaga. W ten sposób Jezus pokazuje, że każdy człowiek jest powołany do działania dla dobra innych. Jezus żąda od każdego człowieka miłosiernego działania. Odpowiedzią na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” jest zatem wezwanie do działania: „Moim bliźnim jest ten, wobec którego postępuję miłosiernie”. Nie ma w takim podejściu żadnych ograniczeń: ani narodowych, ani religijnych, ani etycznych. Z tego powodu pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” jest zbyteczne. Jestem wezwany do działania wszędzie tam, gdzie jest taka sądzisz, który z tych trzech okazał się bliźnim napadniętego przez bandytów?”. On odpowiedział: „Ten, który okazał mu miłosierdzie”. Jezus powiedział do niego: „Idź i ty czyń podobnie”. (wersy 36-37)W ostatnim pytaniu Jezus naprowadza znawcę Prawa, aby sam dał jasną odpowiedź. Znawca Prawa nie może już dłużej robić uników i musi szczerze przyznać, że bliźnim napadniętego przez bandytów jest ten, który okazał mu miłosierdzie. Jest to jednocześnie naprowadzenie na ostateczną odpowiedź na jego pierwsze pytanie: „Co powinienem czynić, aby uzyskać życie wieczne?”. Odpowiedź ta brzmi: „Idź i ty czyń podobnie. Czyń to, co musisz czynić, a wtedy możesz osiągnąć życie wieczne”. Na takie polecenie Jezusa znawca Prawa już więcej nie ostateczna odpowiedź Jezusa jest oczywiście ważna również dla nas, dzisiejszych chrześcijan. My także zadajemy sobie pytania: „Co mamy czynić? Co jest najważniejsze, aby osiągnąć życie wieczne?”. Odpowiedź jest jedna: kochać Boga nade wszystko i akceptować siebie samych jako całkowity dar od Boga, a następnie akceptować swoich bliźnich i kochać ich tak, jak Bóg ich kocha, czyli z agape (αγαπη), ‘Boską cnotą miłości’ wlaną w pewno nie każdego człowieka chcemy spontanicznie objąć lub przytulić. Dzięki Boskiej cnocie miłości możemy go jednak przyjąć takim, jaki jest, i pomóc mu w potrzebie. Możemy szanować jego odrębność i w żadnym wypadku nie gardzić nim. Pomaga nam w tym Boska cnota miłości, którą Duch Święty w nas działa. ∎ Trzy kroki ku homilii, ks. Marek GilskiNauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? (Łk 10, 25). więcej Współczesna miłość bliźniego, ks. Janusz Mastalski„Kim jest bliźni i co znaczy kochać go?”. To pytania nie tylko o miłość męża, żony, dzieci czy rodziców, ale także sąsiada i każdego napotkanego człowieka. Samarytanin pokazuje nam wszystkim konkretne wymiary tej miłości, jej cechy. więcej Miłość bliźniego, ks. Bogdan ZbrojaDobrze się składa, że teraz uczestniczymy w najdoskonalszej modlitwie Kościoła – w Mszy Świętej. Pomyślmy o tym człowieku, który powinien być przez nas otoczony modlitwą. Może jest to chory ojciec lub matka. Może to syn albo córka. więcej Powołani do miłowania, ks. Edward StaniekNależy zastanowić się nad tym, w jakiej mierze nasze rodziny są szkołami miłosierdzia, a w jakiej szkołami egoistów, którzy przejdą obojętnie jak owi duchowni na drodze z Jerozolimy do Jerycha, myśląc jedynie o końcu swego nosa, a nie o potrzebującym pomocy. więcej Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?, ks. Piotr AndryszczakPan Jezus wobec zbliżającej się własnej śmierci wyjaśniał swoim uczniom: „Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo”. Człowiek tym się różni od ziarna, że nie tylko obumiera, ale czyni to świadomie. Może bowiem wybrać swoje życie więcej Dzisiejszy ewangeliczny epizod rozpoczyna się od tego, że Pan Jezus znalazł się dyskretnie w pobliżu nieżyczliwego sobie człowieka i nic więcej. Pan Jezus jest zbyt dobrym nauczycielem, żeby od razu zacząć go pouczać. Wie, że Jego nauka, tak bardzo potrzebna temu biednemu i przemądrzałemu uczonemu w Prawie, odbiłaby się od niego jak groch od ściany. Toteż Jezus chce tak pokierować sytuacją, żeby Jego nauka rzeczywiście dotarła do serca tego w tym celu Zbawiciel staje dyskretnie w zasięgu uwagi owego uczonego w Prawie. Jeśli on sam zacznie rozmowę, będzie większa szansa na to, że usłyszy tak bardzo mu potrzebne słowa zbawienia. Uczony rzeczywiś­cie podchodzi do Jezusa, ale nie w tym celu bynajmniej, żeby zaczerpnąć z Jego mądrości. Ewangelia wyraźnie zaznacza, że chciał Jezusa wystawić na Jezus kocha tego człowieka, dlatego nie zraża się jego złą wolą. Teraz Jego troską jest takie ustawienie rozmowy, żeby ów uczony skorzystał jak najwięcej dla swej duszy. Otóż każdy dobry nauczyciel wie o tym, że uczeń niewiele się nauczy, jeśli przekazywaną mu prawdę będzie przyjmował w sposób czysto bierny. Dlatego Jezus na pytanie uczonego odpowiada pytaniem. Nie chce dopuścić do tego, żeby ów jałowy uczony był w trakcie rozmowy tylko czysto zewnętrznym obserwatorem Prawdy Bożej, albo nawet jej sędzią. W ten sposób dzięki miłości i mądrości Jezusa szybko spada z tego człowieka jego pierwotna zła wola. Niepostrzeżenie dla samego siebie uczony zaczyna z uwagą słuchać nauki Jezusa, a rozumie ją tym więcej, że pouczenie przychodzi w trakcie rozmowy, której on jest aktywnym uczest­ to jest może nawet najważniejszy moment w dzisiejszej Ewangelii: że o miłości bliźniego Pan Jezus mówił w duchu prawdziwej miłości wobec tego człowieka, który podszedł do niego z nieżyczliwością, ażeby Go wystawić na się teraz nad odpowiedzią Pana Jezusa na pytanie: „A kto jest moim bliźnim?" Zauważmy, że Pan Jezus nie mówi: twoim bliźnim jest każdy człowiek. To by była tylko pusta deklaracja, z której niewiele by wynikało. Trudno przecież kochać naprawdę kilka miliardów ludzi jedno­cześnie. W odpowiedzi na pytanie, kto jest moim bliźnim, Pan Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Zatem moim bliźnim jest ten oto konkretny człowiek potrzebujący, który znalazł się w mojej przestrzeni. Jest w mojej przestrzeni stale, a może znalazł się w niej całkiem niespodziewanie. W ten drugi sposób - to znaczy całkiem niespodziewanie - człowiek poraniony przy drodze z Jerozolimy do Jerycha pojawił się jako bliźni w bliskości tylko trzech ludzi: kapłana, lewity oraz Samarytanina. Na szczęście przynajmniej jeden z nich zrozumiał, że oto mój bliźni potrzebuje pomocy. Zawiesił na kołku wszystkie urazy i antagonizmy, jakie dzieliły Żydów i Samarytan. W tej chwili liczyło się dla niego tylko to, że ów bliźni pochodzący z wrogiego narodu potrzebował szybkiej i skutecznej przypowieści znajduje się dyskretny sygnał, że ów nieszczęśnik wpadł w ręce zbójców z własnej winy. Schodził przecież z Jerozolimy do Jerycha, oddalał się od miasta Bożego. Nie jest to droga bezpieczna. Taka jest przecież logika naszej rzeczywistości, że prawdziwe bezpieczeństwo i pokój znaj­dujemy w cieniu Bożych skrzydeł, kto zaś się oddala od Boga, wchodzi w przestrzeń jakiegoś bezsensu i chaosu i niech się nie dziwi, kiedy zostanie ciężko poszkodowany. Taka już jest natura tej drogi, którą się odchodzi od miasta Bożego, że zmarnowała ona bardzo wielu prawdziwa miłość nie pyta, czy bliźni znalazł się w nieszczęściu niesprawiedliwie, czy może z własnej winy. Samarytanin widzi ciężko poranionego człowieka, który potrzebuje szybkiej pomocy. Reszta w tej chwili nie jest ważna. Gdyby Samarytanin spotkał go pól godziny wcześniej, jego miłość bliźniego wyraziłaby się inaczej. Zapewne przekonywałby tego człowieka: człowiecze, opamiętaj się! Nie idź tą drogą, przy tej drodze grasują zbójcy, wracaj do miasta Bożego! Teraz, kiedy człowiek ten leży już poraniony, nie pora wypominać mu, że sam sobie zawinił. Trzeba mu po prostu pomóc. Po tym właśnie poznać prawdziwą miłość, że zwraca się ku człowiekowi w jego aktualnej sytuacji. Prawdziwa miłość nie czeka, aż bliźni zmieni się na lepsze i stanie się wart tego, żeby go kochać. Prawdziwa miłość kieruje się ku człowiekowi takiemu, jakim on jest dzisiaj i stara się pomóc mu zmienić się na jeden szczegół zauważmy w przypowieści o miłosiernym Samarytani­nie. Człowiek poraniony nieszczęściem, chorobą, samotnością, nieznajomoś­cią Boga, pychą, egoizmem - jeśli tylko znalazł się w przestrzeni mojego życia, jest moim bliźnim. Ale ja wobec niego będę albo bliźnim albo człowiekiem twardego serca. W zależności od tego, czy zachowam się jak ów miłosierny Samarytanin, czy jak ów kapłan i lewita, którzy przeszli obok potrzebujące­go i nie udzielili mu Pan Jezus nie powiedział, że kapłan i lewita przeszli obok poranionego człowieka obojętnie. Nieszczęście tego człowieka mogło ich nawet bardzo poruszyć, rzecz jednak w tym, że oni mu nie pomogli. Zapewne mieli jakieś bardzo ważne powody, żeby się nie zatrzymywać - mogli mieć na głowie sto własnych kłopotów i sto pilnych zobowiązań. Ale, niestety, nic ich nie usprawiedliwia. Powinni zachować się jak bliźni, a zachowali się bezdusznie. Bracia i Siostry, to jest wielkie i ustawiczne pytanie dla naszych rachunków sumienia. Bo jeśli komuś z nas wydaje się. że ja nigdy nie zachowuję się jak ów kapłan i lewita, znaczy to, że jestem człowiekiem zakłamanym i nie potrafię spojrzeć na siebie w koniec warto wspomnieć, że w postaci miłosiernego Samarytanina Ojcowie Kościoła lubili dopatrywać się samego Jezusa Chrystusa. Nasz stosunek do Boga też czasem przypomina stosunek Żydów do Samarytan. Bywamy wobec Boga nieufni, czasem nawet oskarżamy Go, że źle urządził świat albo że postępuje z nami niesprawiedliwie. Nie chcemy zauważyć rzeczywistej przyczyny tego, że na świecie jest tyle cierpienia, goryczy, krzywdy, samotności, nieszczęścia. Nie chcemy zauważyć, że to wszystko bierze się z naszych grzechów, z naszego egoizmu, z naszego odejścia od oto dobry Bóg nie zważa na te wszystkie oszczerstwa, jakie Go od ludzi spotykają, lecz się po prostu ulitował nad nami, nad naszym zagubieniem i nad naszymi ranami. Syn Boży pochylił się nad nami serdecznie jako najlepszy Samarytanin. Pochylił się nad nami aż tak głęboko, że dla nas stal się człowiekiem, jednym z nas. Żeby nas uzdrowić, wlewa w nasze rany wino i oliwę. Wino jest z natury cierpkie. Winem, jakie On wlewa w nasze rany, jest Jego własna Krew, jaką za nas przelał na krzyżu. Aż tak bardzo nas ten Samarytanin kocha. Oliwą jest sam Duch Święty, który swoją boską obecnością potrafi uśmierzyć i ułagodzić każde cierpienie i każdą gorycz. Wielu z Was, Kochani chorzy, wiele mogłoby na ten temat powiedzieć. Bo czasem wręcz namacalnie doświadczacie tego miłosiernego działania Chrys­tusa, Dobrego i Siostry! Bardzo konkretnie starajmy się pamiętać o tym, że ten Dobry Samarytanin jest Bogiem wszechmocnym. „W Nim - jak czytaliśmy w Liście do Kolosan - wszystko zostało stworzone: i to co w niebiosach i to co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne". Jeśli tylko poddamy się leczeniu tego boskiego Samarytanina, jeśli będziemy przyjmować przygotowane przez Niego lekarstwa - On nie tylko uzdrowi nasze dusze, ale doprowadzi nas do ostatecznego zmartwychwstania. Zatem radośnie dziękujmy Bogu, że zechciał stać się dla nas Dobrym Samarytaninem! Amen. Enlightening Images z Pixabay Czego pragnie moje serce? Przecież nie mam pretensje, że na górskich szlakach postawiono drogowskazy. Czemu boczę się na Boga, który w drodze przez życie postawił mi drogowskazy przykazań, by łatwiej było mi słuchać serca? O Bogu, o człowieku i o nadziei. W rytmie czytań roku liturgicznego. Przykazania nas niewolą? Ha. Tak naprawdę wskazania przykazań przypominają nam tylko to, co tak naprawdę siedzi w naszych sercach. Nie mamy wątpliwości gdy chodzi o zdecydowaną większość przykazań. Nie chcemy zabijać, bić, kraść, okłamywać... W gruncie rzeczy tęsknimy też za miłością wielką i czystą, bo wiemy, że zdradzając uwłaczamy także sobie; bo nie nie kochaliśmy jak trzeba... W czym więc problem? To wrażenie, że Bóg nas niewoli jest błędne. On tak naprawdę tylko wspiera to, czego pragnie nasze serce.... Portal 93 Od słowa do Słowa 15 niedziela zwykła C DODANE AKTUALIZACJA DODANE «« | « | 1 | » | »» 1. W tym tygodniu w liturgii będziemy obchodzić: w poniedziałek wspomnienie świętego Benedykta, opata – patrona Europy; we wtorek – Brunona Bonifacego z Kwerfurtu, biskupa i męczennika; w środę – świętych pustelników: Andrzeja Świerada i Benedykta; w piątek – świętego Bonawentury, biskupa i doktora Kościoła; w sobotę – NMP z Góry Karmel. 2. W środę – trzecie w tym roku – Nabożeństwo Fatimskie. Dlatego o godzinie będzie Msza święta, a po niej procesja wokół kościoła z figurą Matki Bożej Fatimskiej i Różaniec. Podczas tego nabożeństwa będziemy łączyć się duchowo z Pieszą Pielgrzymką z Przemyśla na Jasną Górę. 3. Przyszła niedziela jest trzecią miesiąca, dlatego podczas Mszy świętych odbędzie się specjalna składka na tacę na zakup i budowę organów piszczałkowych w naszej świątyni. Przy okazji pragnę poinformować, że w trzecią niedzielę czerwca zebraliśmy 5 700 złotych (w tym dar ołtarza rodziców młodzieży bierzmowanej), za co bardzo serdecznie dziękuję. Bóg zapłać! 4. Sakramentalny związek małżeński zamierzają zawrzeć następujące osoby: Marcin Grzegorz Bałanda, syn Jerzego i Barbary Martyszko, pochodzący z naszej parafii z Jolantą Sylwią Kędziorą, córką Jerzego i Kazimiery Żołyniak, pochodzącą ze Szczytnej, parafia w Tywoni – zapowiedź I. Kto by wiedział o przeszkodach małżeńskich zachodzących pomiędzy tymi osobami proszony jest o zgłoszenie tego faktu w kancelarii parafialnej. 5. Bardzo serdecznie dziękuję osobom, które w ubiegłym tygodniu sprzątały kościół i złożyły ofiarę, natomiast w sobotę na godzinę do sprzątania świątyni zapraszam osoby zamieszkałe na ulicy Południowej, numery od 21 do 50.

15 niedziela zwykła rok c